niedziela, 17 grudnia 2017

Facet potrzebny od zaraz...

Zmęczone samotnością, spragnione miłości, zdesperowane...
Kobiety które nie potrafią i nie chcą żyć w pojedynkę. Tak bardzo potrzebują męskiego ramienia, że gotowe są zrobić wiele, aby zdobyć jego względy... Jakie są? Co nimi kieruje? Poznajcie historię jednej z nich.
Dorota poznała Marcina jeszcze w prywatnym liceum.To była miłość od pierwszego wejrzenia. Po kilku miesiącach znajomości, zaszła w ciążę, nie było wyjścia, musieli się pobrać. Rodzicom Doroty nie było na rękę, że ich bogata jedynaczka wychodzi za mąż za syna hutnika, ale Dorota jak chciała, to potrafiła postawić na swoim. I tak w wieku osiemnastu lat została żoną i matką. Na początku jakoś się układało, rodzice kupili mieszkanie, samochód, łożyli na ich utrzymanie, nie musieli pracować. Poszli na studia, małą Lenką opiekowała się Pani Basia. Było jak w bajce... Do czasu, aż odkryła, że mąż ją zdradza z Panią Basią. Pewnego dnia podsłuchała ich rozmowę, Marcin mówił, że jeszcze kilka lat muszą tak wytrzymać, aż odłożą więcej kasy i wtedy się z Dorotą rozwiedzie. Nie wytrzymała... Spakowała walizki, zabrała córkę i zamieszkała u rodziców. Marcina nie chciała już więcej oglądać, wszystkim zajął się ojciec. Po kilku miesiącach była znowu wolna.

Tomka poznała w clubie, był barmanem, przystojnym brunetem z kuszącymi dołeczkami na policzkach. Mówił jaka jest piękna, uwierzyła, jeszcze tej samej nocy wylądowała w jego łóżku, po tygodniu wprowadziła się do niego. Pragnęła bliskości i miała po dziurki w nosie pretensji rodziców. Po trzech miesiącach odkryła, że Tomek ją notorycznie zdradza z klientkami clubu. Przeprosił, wybaczyła... Przeryczała całą noc, nazajutrz wybrała się na zakupy, chciała wyglądać jak laska z clubu, a nie matka polka... Po roku Tomek poprosił ją o rękę, powiedziała Tak, po trzech latach, ponownie była rozwódką, a po następnych pięciu, żoną Karola, barczystego policjanta, rozwodnika, starszego o dziesięć lat. Nie kochała go, wyszła za mąż raczej z rozsądku, ale nie miała sił, aby iść przez życie w pojedynkę. Pierwszy raz uderzył ją miesiąc przed ślubem za to, że podobno podrywała jego kolegę. Przeprosił, przyniósł kwiaty... Później bił ją regularnie, za bałagan, fałdki na brzuchu, źle wyprasowaną koszulę... Nie powiedziała nikomu, cierpiała w samotności, najczęściej w garderobie, tam była bezpieczna, Karol nie mógł usłyszeć jej płaczu.Po dziesięciu latach została wdową, Karol nie przeżył zawału... Rozpaczała, prawie wpadła w depresje, bo przecież lepszy damski bokser niż brak męża. Długo jednak nie musiała opłakiwać Karola. Adama poznała na urodzinach przyjaciółki Kingi. Wysoki blondyn, świeżo rozwiedziony instruktor prawa jazdy. Spotykali się dwa miesiące, po roku została jego żoną, po dwóch zrozumiała, że tekst z którego śmiała się jeszcze podczas swojego kursu prawa jazdy; "Jak dasz to zdasz" Adam traktuje bardzo poważnie, a co niektóre kursantki również. Wprawdzie wiele razy widziała ślady szminki na koszuli męża, dwuznaczne sms'y w jego komórce, ale on zawsze mówił, że to tylko napalone kobiety, a on jest wierny jak pies. Koleżanki mówiły jej o tym, że Adam ją zdradza, trzy razy widziała jak całował i obściskiwał się z kobietami, odwracała wzrok. Bała się, że on się dowie, że ona wie o jego zdradach... A co wtedy? Kolejny rozwód, poszukiwanie faceta, który nie wiadomo czy nie będzie jeszcze gorszy? Adam może i ją zdradzał, ba nawet wiedziała to na pewno, kiedyś w garażu znalazła jego notes, zapisywał w nim wszystkie zaliczone kobiety... Było tego. Trudno... Wtedy zrozumiała, że musi zaakceptować i przyjąć życie takie jakie jest. Przecież nie był taki zły... Nie pił, nie palił, nie bił ją, kupował kwiaty, podróżowali, prawił komplementy, a i w łóżku potrafił ją zadowolić. Szkoda byłoby to wszystko stracić. Dorota nadal jest mężatką, Adam nadal ją zdradza, a ona nadal ma nadzieję, że on nigdy nie odkryje, że ona wie.

Kobiety takie jak Dorota żyją obok nas. Zdradzane, wykorzystywane, upokarzane każdego dnia. Z lęku przed samotnością godzą się na wszystko. Sądzą, że wybierają mniejsze zło... Uważają, że lepszy jakiś facet niż wcale. W pośpiechu wybierają niewłaściwych facetów, a potem cierpią w samotności. I po co? Jestem Swatką i wierzę, że każda z nas potrzebuje miłości. Uważam, że bliskość drugiego człowieka, jest cenniejsza niż złoto, ale nie za wszelką cenę. W www.zolyty.pl spotkałam wiele takich kobiet, które przeżyły podobne historie jak Dorota, a nadal chcą podążać tą samą drogą, by zdobyć męskie serce. Kobiety, nie warto! Bycie z mężczyzną tylko dlatego, że jest mężczyzną to trochę za mało. Lepiej poczekać na tego właściwego partnera, dla którego będziecie kimś więcej i będzie dbał o was jak o najcenniejszy skarb. Tego wam z całego serca życzę.

1 komentarz:

  1. Hmmmm a ja jestem dziesięć lat sam i jakoś się przyzwyczaiłem i nie potrzebuję do szczęścia jakiejś baby a tym bardziej rozwodki omg cztery razy z innym frajerem i dodatku damskimi bokserami . I to kobieta z dobrego domu ooommmmgggg jak nisko trzeba upaść na samo dno . Nie współczuje bo niema czego . Pozdro DZIWNE kobiety .

    OdpowiedzUsuń